Dlaczego twój dom potrafi zabierać ci energię tak samo jak człowiek

W skrócie: Ludzie szukają przyczyny wyczerpania w sobie albo w relacjach, a czasem siedzi ona w miejscu, w którym śpią. Tłumaczę, co da się o tym powiedzieć rzeczowo, gdzie kończy się pomiar i zaczyna zgadywanie, i co możesz sprawdzić sam w tydzień, bez zamawiania czegokolwiek.

Dzień dobry

Jest taka wiadomość, którą dostaję kilka razy w miesiącu i zawsze brzmi podobnie. Człowiek pisze, że u siebie w domu nie może się wyspać, a u siostry albo w hotelu śpi jak zabity. Że wraca po urlopie wypoczęty i po trzech dniach jest z powrotem tam, gdzie był. Że wszystko w życiu ma poukładane i nie potrafi wskazać, co go tak męczy.

Zwykle taki człowiek przeszukał już siebie wzdłuż i wszerz. Szukał w swojej głowie, w nawykach, w charakterze. Nie przyszło mu do głowy sprawdzić czterdziestu metrów kwadratowych, w których spędza jedną trzecią życia nieprzytomny.

Zacznijmy od tego, co jest zmierzone

Nie od tego, w co można wierzyć, tylko od tego, co ktoś położył pod przyrządy.

Robert Becker, chirurg ortopeda dwukrotnie nominowany do Nobla, opisał w „The Body Electric” trzydzieści lat pomiarów. Jego ustalenie, które dotyczy tej rozmowy, brzmi tak: żywe organizmy są dostrojone do pola magnetycznego Ziemi i do jej drobnych, powolnych pulsacji. Nie metaforycznie. Mierzalnie.

Kilka rzeczy z tej książki, które robią wrażenie mocniejsze niż wywód.

Ostrygi przewiezione tysiąc kilometrów w ciemnym pudle po pewnym czasie przestawiły rytm otwierania muszli na pływy nowego miejsca. Nie widziały morza i nie czuły wody. Zorientowały się inaczej.

Gołębie z małym magnesem przy głowie tracą orientację. Te same gołębie z doczepionym ciężarkiem bez magnesu wracają do domu bez problemu.

Bakterie zawierają w sobie łańcuszki magnetytu i ustawiają się wzdłuż linii pola magnetycznego, jak opiłki na kartce.

A u ludzi Becker wykazał razem z psychiatrą Howardem Friedmanem, że burze magnetyczne na Słońcu idą w parze ze wzrostem przyjęć na oddziały psychiatryczne.

Z tego wynika jedna prosta rzecz, którą warto przyjąć, zanim pójdziemy dalej: organizm reaguje na otoczenie, którego nie widzi i o którym nie ma pojęcia. To nie jest teza ezoteryczna. To jest wynik pomiaru.

Gdzie kończy się pomiar

Tu muszę postawić granicę, bo w tym miejscu większość tekstów w tej branży zaczyna jechać na złodzieja.

Becker mierzył pola i organizmy. Nie mierzył domów, nie mierzył „ciężkiej atmosfery w mieszkaniu” i nigdzie nie napisał, że da się mieszkanie oczyścić. Gdybym powiedział, że jego badania to potwierdzają, oszukałbym cię, licząc, że nie sprawdzisz.

To, co mogę powiedzieć, jest węższe. Wiadomo, że ciało reaguje na to, w czym stoi. Wiadomo, że reakcja nie wymaga świadomości. I wiem z własnej praktyki, że kiedy ktoś przeszukał już siebie i relacje, a dalej nie ma odpowiedzi, to warto sprawdzić miejsce, zanim się człowiek podda i uzna, że taki po prostu jest.

Co dokładnie tam siedzi, nazywam po swojemu, i zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób ta nazwa będzie nie do przyjęcia. Nie musisz jej przyjmować, żeby zrobić to, co poniżej.

Tydzień, który to rozstrzyga za darmo

Zanim komukolwiek zapłacisz, mnie też, zrób test, który nic nie kosztuje i zajmuje tydzień.

Przez siedem dni zapisuj rano dwie rzeczy: jak spałeś w skali od jednego do pięciu i gdzie spałeś. Wpisuj jedno zdanie, nie prowadź dziennika. Do tego dopisz każdy dzień, w którym nocowałeś gdzie indziej, choćby raz.

Po tygodniu spójrz na to z góry. Szukasz jednej rzeczy: czy gorsze noce układają się w miejsce, czy w wydarzenia. Jeżeli sypiasz źle wszędzie, to nie jest sprawa mieszkania i szukamy dalej. Jeżeli źle jest wyłącznie u siebie, a poza domem nie, to masz odpowiedź, której nie dałaby ci żadna intuicja, bo tego wzoru nie da się zobaczyć z wnętrza pojedynczego dnia.

Ten sam mechanizm, dla ścisłości, działa przy ludziach. Dzień po dniu każdy ma osobne wytłumaczenie: praca, pogoda, gorszy sen. Wzór widać dopiero z tygodnia.

Cztery rzeczy, które zrobiłbym najpierw

Zanim uznasz, że to sprawa dla mnie, przerób listę, która nie wymaga niczyjej pomocy. Bardzo dużo osób kończy na niej i uważam to za dobry wynik.

Wynieś elektronikę z sypialni, przede wszystkim to, co ładuje się przy głowie. Nie dlatego, że telefon rzuca uroki, tylko dlatego, że rzuca światło i dźwięk, a ty i tak po niego sięgasz.

Przewietrz porządnie i codziennie, nie na minutę. Duszne powietrze da ci rano dokładnie te objawy, które przypiszesz energii.

Przestaw łóżko. Choćby o metr, choćby na próbę na dwa tygodnie. To najtańszy eksperyment w tej całej dziedzinie i zaskakująco często wystarcza.

Wynieś z sypialni rzeczy po ludziach, z którymi masz niedokończone sprawy. Prezenty od byłych, pamiątki po kimś, kto zrobił ci krzywdę. Nie musisz wierzyć w żadną energię, żeby zauważyć, że patrzysz na to codziennie przed zaśnięciem.

Kiedy przychodzi kolej na mnie

Wtedy, kiedy powyższe nie zadziałało, a wzór z tygodnia dalej wskazuje na miejsce.

Zaczynamy od analizy, nie od pracy. Patrzę i wypisuję konkretnie, co widzę: co siedzi, ile tego jest i skąd przyszło. Dostajesz to na piśmie i sam decydujesz, czy chcesz iść dalej. Jeżeli zdecydujesz, że nie, to też jest w porządku i niczego mi nie musisz.

Czego nie zrobię: nie naprawię tym relacji z ludźmi, którzy w tym domu mieszkają, i nie utrzymam tego stanu za ciebie. Jeżeli przyczyną jest układ, do którego wracasz codziennie, to zdjęcie ciężaru da ci oddech, a nie rozwiązanie. Oddech jest po to, żeby było czym ten układ zmienić.

Jeżeli chcesz zacząć od siebie

Zanim zajmiesz się miejscem, warto wykluczyć ludzi, bo to zdecydowanie częstsza przyczyna. Zebrałem listę dwunastu znaków, po których poznasz, że ktoś w twoim otoczeniu zabiera ci energię, i cztery ruchy, które to zatrzymują. Za darmo:

Wyślij mi listę

Jestem do dyspozycji.

Pozdrawiam
Jacek z Czarodoro

PS Najczęściej okazuje się, że to nie dom. Ale ten tydzień zapisywania i tak nie idzie na marne, bo przy okazji widać, po kim jesteś pusty.