Ludzie opisują mi to prawie zawsze tymi samymi słowami. Że coś ich blokuje. Że jakby stali za szybą. Że mają w sobie ciężar, którego nie umieją nazwać. Że śpią osiem godzin i budzą się zmęczeni.
Ktoś powie im, że to blokada energetyczna, i na tym się kończy. Dostają nazwę zamiast wyjaśnienia. Ja wolę odwrotnie: najpierw pokazuję, co się dzieje w ciele, a nazwę zostawiam na koniec, bo jest najmniej ważna.
Objawy blokady energetycznej, które ludzie zgłaszają
Kiedy zbieram wywiad, wraca ten sam zestaw. Zmęczenie, które nie ustępuje po weekendzie ani po urlopie. Sen płytki, wybudzanie się o trzeciej nad ranem z pełną głową. Napięcie w karku i barkach, które trwa tak długo, że przestało być zauważalne. Uczucie ucisku albo ciasnoty w klatce piersiowej. Guza w gardle, kiedy trzeba coś powiedzieć. Skurczonego brzucha. Płytkiego oddechu, który zatrzymuje się gdzieś w połowie.
Do tego dochodzi warstwa psychiczna. Rozdrażnienie bez powodu. Brak radości z rzeczy, które kiedyś cieszyły. Wrażenie, że życie się dzieje obok. Odkładanie decyzji, na które kiedyś wystarczała jedna rozmowa. Poczucie, że każda relacja kosztuje więcej niż daje.
Jeśli rozpoznajesz siebie w tym opisie, to nie jest to nic egzotycznego. Objawy blokady energetycznej wyglądają właśnie tak przyziemnie i to jest najczęstszy stan, z jakim ludzie do mnie przychodzą.
Co się dzieje w ciele
Twój układ nerwowy autonomiczny ma dwa tryby. Mobilizację i regenerację. Mobilizacja to reakcja na zagrożenie: serce przyspiesza, mięśnie się napinają, oddech się skraca i przenosi do górnej części klatki, trawienie zwalnia, uwaga zawęża się do problemu. To genialny mechanizm, jeśli trwa dwie minuty i kończy się rozwiązaniem sytuacji.
Problem polega na tym, że współczesne zagrożenia się nie kończą. Kredyt, chory rodzic, umowa na trzy miesiące, relacja, w której od dwóch lat coś nie gra. Ciało reaguje na to tak samo jak na drapieżnika, tylko że drapieżnik nie odchodzi. Mobilizacja zostaje włączona na miesiące.
Konsekwencje są dokładnie te, które ludzie mi opisują. Skoro trawienie ma niski priorytet, pojawiają się kłopoty z brzuchem. Skoro mięśnie mają być gotowe, kark i barki nie rozluźniają się nawet w nocy. Skoro organizm ma być czujny, sen jest płytki i łatwo się z niego wypaść. Skoro regeneracja jest odłożona na później, zmęczenie się kumuluje i przestaje reagować na odpoczynek.
Napięcie ma też swoją geografię i ona nie jest przypadkowa. Kark i barki to miejsce, w które idzie odpowiedzialność i czujność. Gardło ściska się tam, gdzie latami połykało się słowa, których nie wolno było powiedzieć. Brzuch reaguje na brak poczucia bezpieczeństwa. Klatka piersiowa zamyka się, gdy trzeba było stwardnieć, żeby przetrwać.
To nie jest metafora. Napięcie mięśniowe utrwala się w tych partiach, które przez lata były używane do trzymania emocji w ryzach. Ciało po prostu nauczyło się pewnej pozycji i przestało z niej wychodzić.
Dlaczego sam tego nie widzisz
Bo to narastało powoli. Nikt nie budzi się pewnego dnia z przewlekłym napięciem. Ono przyrasta miesiącami, a układ nerwowy przyjmuje aktualny poziom jako normę. Po roku takiego stanu nie czujesz, że jesteś spięty. Czujesz, że taki po prostu jesteś.
Dlatego ludzie tak często mówią, że u nich wszystko jest w porządku, tylko jakoś tak. To „jakoś tak" to jest właśnie ten stan.
Kiedy to nie jest blokada energetyczna
Zmęczenie, brak siły, kołatanie serca, duszność, ucisk w klatce, problemy ze snem i spadek nastroju potrafią mieć przyczynę zupełnie zwyczajną i policzalną. Niedobór żelaza, witaminy D albo B12. Tarczyca. Anemia. Bezdech senny. Cukrzyca.
Ja tego nie sprawdzę i nie będę udawał, że umiem. Mówię o tym dlatego, że praca nad energią u kogoś, komu od pół roku brakuje żelaza, nie da nic i oboje stracimy czas. Dlatego zaczynam zawsze od dwóch pytań: od kiedy to trwa i co się wtedy w twoim życiu zmieniło.
Jedno zastrzeżenie, krótkie. Nagły, silny ból i duszność to nie jest sprawa na sesję ze mną. Wtedy nie umawiaj się ze mną, tylko zajmij się tym od razu.
Władanie energią wymaga czasu i praktyki, żeby działało tak, jak chcesz. Nigdy nie twierdziłem inaczej i nie zamierzam zacząć.
Co zostaje, kiedy medycyna nic nie znajduje
I tu robi się ciekawie, bo taka sytuacja zdarza się często. Badania w normie, lekarz mówi, że wszystko dobrze, a ty dalej funkcjonujesz na jednej trzeciej mocy.
To nie znaczy, że nic ci nie jest. To znaczy, że przyczyna jest w warstwie, której morfologia nie pokazuje. Przewlekła aktywacja układu nerwowego nie ma swojego wskaźnika w wynikach krwi. Utrwalone napięcie mięśniowe też nie. Ani przekonanie wyniesione z domu, że odpoczynek trzeba sobie zasłużyć.
Ta ostatnia rzecz jest zresztą częstsza, niż się wydaje. Sporo ludzi nosi w sobie zasady, których nigdy świadomie nie przyjęli, tylko wsiąkły w nich w dzieciństwie. Że nie wolno prosić. Że trzeba być silnym. Że jak przestaniesz się starać, to cię zostawią. Takie przekonanie działa jak stały pobór prądu w tle. Nie widać go, a bateria się rozładowuje.
Co realnie pomaga
Zacznij od oddechu, bo to jedyna dźwignia, którą masz zawsze przy sobie. Wydech dłuższy niż wdech, kilka minut, kilka razy dziennie. Nie jako medytacja, tylko jako przełącznik. Wydłużony wydech pobudza nerw błędny i przesuwa organizm w stronę regeneracji. To działa u każdego i nie wymaga wiary w nic.
Druga rzecz to zauważenie napięcia, zanim je rozpuścisz. Kilka razy dziennie sprawdź, gdzie w ciele coś trzymasz. Szczęka, barki, brzuch. Samo zauważenie już częściowo je rozluźnia, bo napięcie utrwala się głównie dlatego, że jest nieświadome.
Trzecia to ruch, który nie jest kolejnym obowiązkiem. Nie chodzi o wynik. Chodzi o to, żeby mobilizacja, która siedzi w ciele, miała gdzie się rozładować.
I czwarta, najtrudniejsza: sprawdź, co konkretnie w twoim życiu trzyma tę mobilizację włączoną. Bo dopóki źródło działa, wszystko powyżej to jest obniżanie gorączki bez leczenia infekcji. Czasem tym źródłem jest praca. Czasem konkretna relacja. Czasem coś, co wydarzyło się dawno i nigdy nie zostało domknięte.
Gdzie w tym wszystkim jestem ja
Moja rola zaczyna się w miejscu, w którym wiesz już, że to nie jest sprawa medyczna, a sam nie widzisz źródła. Bo z wnętrza tego stanu naprawdę trudno je zobaczyć. Człowiek zbyt długo żyjący w napięciu traci punkt odniesienia i bierze swój stan za charakter.
Pracuję z tym, co blokuje, niezależnie od tego, czy nazwiemy to napięciem, przekonaniem czy energią. Nazwa jest najmniej istotna. Istotne jest, żeby zrozumieć mechanizm, bo bez zrozumienia nie ma trwałej zmiany, są tylko chwilowe ulgi.
To magia, dopóki nie wytłumaczę, jak działa. Potem nazwiesz to nauką.
Jeśli nie widzisz źródła
Jednym z częstszych źródeł, jakie widzę, jest konkretna osoba z twojego otoczenia. Nie zawsze zła. Czasem po prostu taka, przy której zawsze wychodzisz pusty. Spisałem listę kontrolną, po której to poznasz: dwanaście znaków do odhaczenia i cztery rzeczy, które możesz zrobić od zaraz, bez niczyjej pomocy. Nic za nią nie biorę, pobierzesz ją tutaj.
