Dziennik zmiany · pierwszy miesiąc
Cztery tygodnie, trzy pytania dziennie. Tyle wystarczy, żeby zobaczyć, co naprawdę zabiera ci energię.
Plik na maila od razu po zamówieniu · 60 dni na zwrot
Spotykam ludzi, którzy od pięciu lat medytują codziennie, przeczytali czterdzieści książek i byli na kilkunastu warsztatach. Mówią mi to samo zdanie: coś się zmienia, ale nie na tyle, żeby było widać.
Prawie nigdy nie chodzi o to, że robią coś źle.
Wyobraź sobie, że napełniasz wiadro, w którym jest dziura. Możesz nosić wodę szybciej, możesz chodzić do studni częściej i lepszą techniką. Poziom w wiadrze i tak zostanie taki sam.
Praca nad sobą to napełnianie. To, co regularnie zabiera, to dziura.
Bo skutek nigdy nie przychodzi od razu.
Rozkłada się na kilka dni, a każdy z tych dni ma swoje osobne wytłumaczenie. Poniedziałek był ciężki, bo praca. Wtorek, bo nie spałeś. Środa, bo pogoda. Nikt nie ogląda swojego tygodnia z góry, więc nikt nie widzi, że te trzy dni zawsze wypadają po tym samym.
Nie da się zamknąć czegoś, czego się nie nazwało. Można latami pracować nad sobą i ani razu nie dotknąć tego, co naprawdę ubywa.
Nic magicznego. Zadaje ci trzy pytania dziennie i każe zapisać odpowiedź.
Trzy pytania to jest mniej niż dwie minuty. Ale po czterech tygodniach masz przed sobą coś, czego wcześniej nie miałeś: swój własny miesiąc widziany z góry, a nie dzień po dniu.
I wtedy dzieje się to, co dzieje się prawie każdemu. Na tych kartkach zaczyna się powtarzać. Jedno imię, jedna sytuacja, jedna pora dnia. Nie dlatego, że dziennik coś podpowiedział, tylko dlatego, że sam to zapisałeś czternaście razy i dopiero teraz to widzisz.
Bo porady już dostałeś. Czterdzieści książek to były same porady.
Porada mówi ci, co robić z problemem, który ktoś inny opisał. Pytanie zmusza cię do opisania własnego. I dopiero wtedy jest z czym pracować, bo technika jest do nauczenia, a nazwanie problemu musisz zrobić sam.
Pierwszy miesiąc dziennika zmiany, cztery tygodnie
Trzy pytania na każdy dzień, przygotowane w kolejności, nie losowe
Plik do wydruku albo do wypełniania na ekranie
Dostęp od razu po zakupie, bez czekania i bez przesyłki
Nie lubię obiecywać za dużo, więc powiem wprost.
To nie jest dla kogoś, kto szuka czegoś, co zadziała samo. Dziennik nic za ciebie nie zrobi, on tylko pokazuje. Robota jest po twojej stronie i zajmuje dwie minuty dziennie, ale te dwie minuty musisz dać.
To nie jest też szybka droga. Przez pierwszy tydzień zwykle nic z tego nie wynika i to jest normalne. Powtórzenia widać dopiero, kiedy jest co powtarzać.
Jeżeli szukasz czegoś, co da ci ulgę tego samego wieczoru, to nie tutaj.
Gwarancja: sześćdziesiąt dni
To dwa razy tyle, ile trwa ten dziennik, więc zdążysz przejść całość i jeszcze się zastanowić.
Jeśli uznasz, że nic ci nie dał, napisz do mnie i oddaję pieniądze. Bez tłumaczenia się, bez wypełniania czegokolwiek i bez pytań z mojej strony.
Nie chcę twoich pieniędzy za coś, czego nie używasz.
Ile to zajmuje dziennie?
Trzy pytania, zwykle poniżej dwóch minut. Nie trzeba pisać wypracowań, jedno zdanie na pytanie wystarcza.
Muszę w coś wierzyć, żeby zadziałało?
Nie. To jest zapisywanie faktów o własnym tygodniu. Wiara nie jest do tego potrzebna.
Co jeśli opuszczę dzień?
Nic się nie dzieje, wracasz następnego. Dziennik nie jest testem.
Co jest po pierwszym miesiącu?
Czternaście kolejnych, każdy o czymś innym. Ale o tym pomyśl dopiero, jak przejdziesz ten.
Zacznij dziś wieczorem. Nawet jeśli dzień był nijaki, bo właśnie takie dni pokazują najwięcej.
60 dni na zwrot, bez tłumaczenia się
Jacek z Czarodoro