Elektrokultura. Zapomniany sposób uprawy prądem z nieba

Jeśli masz choćby kilka doniczek, możesz sprawdzić to sam i nie wydasz złotówki. Weź dwa pręty z różnych metali, najlepiej miedź i cynk albo zwykłe ocynkowane, wbij je w ziemię w jednej doniczce po przeciwnych stronach i połącz kawałkiem drutu. Drugą doniczkę zostaw bez niczego.

Przez dwa miesiące podlewaj obie tak samo i patrz. To jest elektrokultura w najprostszej wersji i tak właśnie ją badano przed stu laty.

Czym jest elektrokultura

Zbiorem metod wykorzystania słabych prądów i pola elektrycznego atmosfery do wspomagania wzrostu roślin. Rozwijała się głównie w drugiej połowie dziewiętnastego i w pierwszej połowie dwudziestego wieku.

Pomysł wziął się z obserwacji, która jest całkowicie zdrowa: rośliny rosną wyraźnie lepiej po burzy, i to nie tylko z powodu deszczu. Przy wyładowaniach powstają związki azotu, które wraz z deszczem trafiają do ziemi, i to zjawisko jest dziś dobrze opisane.

Z tej obserwacji wyprowadzono wniosek praktyczny: jeśli burza pomaga, może da się zbierać to, co w atmosferze jest stale. Stąd anteny na polach, druty nad grządkami i pręty z dwóch metali w ziemi.

Co dokładnie robiono

Trzy główne metody.

Pierwsza: anteny atmosferyczne. Masz zwykle drewniany słup z metalowym elementem na szczycie i przewodem schodzącym do ziemi. Pomysł był taki, żeby zebrać różnicę potencjałów między górą a powierzchnią.

Druga: pary metali w ziemi. Dwa różne metale wbite w glebę i połączone przewodem tworzą bardzo słabe ogniwo, bo wilgotna ziemia działa jak elektrolit. To jest ta wersja z początku tekstu i jedyna, którą da się sprawdzić w doniczce.

Trzecia: druty nad uprawą. Rozciągnięte nad grządkami, uziemione, w różnych układach. Tu było najwięcej wariantów i najmniej zgodności, co samo o czymś mówi.

Co z tego zostało zmierzone

Powiem to uczciwie, bo w internecie ten temat jest dziś mocno przesadzony.

Mierzone i powtarzalne: słabe pole elektryczne wpływa na kiełkowanie nasion i na wzrost korzeni. Jest na to literatura, także współczesna, i nie jest to teza dziwna. Rośliny reagują na bodźce elektryczne, bo transport jonów w ich tkankach jest zjawiskiem elektrycznym.

Opisywane, ale słabo udokumentowane: wielokrotne wzrosty plonów, o których piszą autorzy z epoki. Część tych relacji pochodzi z pojedynczych gospodarstw, bez kontroli i bez porównania, a wtedy wszystko można przypisać wszystkiemu.

Niezmierzone i nieudowodnione: twierdzenia, że takie urządzenie zastępuje nawożenie albo chroni przed suszą. Nie znam na to dowodu i nie będę go wymyślał.

Dlaczego to zniknęło

Nie przez spisek, bo to słowo pozwala odrzucić całą sprawę jednym ruchem. Przez celowe działanie i przez interes.

Koncerny zobaczyły w nawozach ogromne pieniądze i ustawiły wszystko, co mogły, w tę jedną stronę. Nie trzeba do tego tajnych narad. Wystarczy, że jedna droga ma za sobą kapitał, reklamę i handlowców jeżdżących po gospodarstwach, a druga rolnika, który sam wbija w ziemię dwa pręty.

I tu jest sedno całej sprawy. Miedź i cynk kupisz za parę złotych w sklepie budowlanym. Jeśli coś możesz zrobić sam, nikt na tobie nie zarobi, a ty stajesz się niezależny. Właśnie dlatego ta wiedza nie wyszła z użycia przypadkiem. Dziś wraca to samo, co było sto lat temu: znowu możesz zrobić to własnymi rękami i znowu możesz być bohaterem swojego domu.

Dlaczego o tym piszę

Bo mam w sklepie polskie tłumaczenie klasycznej książki na ten temat i wolę powiedzieć, co w niej jest, zanim ktokolwiek ją kupi.

Elektrokultura Justina Christofleau to tekst z pierwszej połowy dwudziestego wieku, w polskim tłumaczeniu. Autor był entuzjastą metody i pisze jak entuzjasta, czyli z przekonaniem i bez rozróżniania tego, co zmierzył, od tego, co wywnioskował.

Co w niej jest: opisy konstrukcji, rysunki urządzeń, relacje z gospodarstw, cała argumentacja epoki.

Czego w niej nie ma: badań z grupą kontrolną, krytycznego rozdzielenia skutków i nowoczesnej wiedzy o fizjologii roślin.

Dla kogo ma sens: dla kogoś, kto interesuje się historią techniki i chce przeczytać źródło, a nie streszczenie. Dla kogo nie ma: dla kogoś, kto szuka gotowej metody na zwiększenie plonów w tym sezonie.

Czego nie robić

- nie buduj niczego z wysokim napięciem i nie podłączaj do instalacji elektrycznej; metody z epoki dotyczyły prądów bardzo słabych, a improwizacja przy sieci jest niebezpieczna
- nie stawiaj wysokich konstrukcji metalowych, bo antena na otwartym terenie to ryzyko przy burzy
- nie zastępuj nawożenia ani podlewania czymkolwiek z tej dziedziny
- nie kupuj gotowych urządzeń elektrokulturowych za duże pieniądze; przy tym stanie wiedzy to kupowanie obietnicy

Co możesz zrobić uczciwie

Dokładnie to z początku tekstu: dwie doniczki, dwa pręty z różnych metali, drut, dwa miesiące i porównanie.

Jeśli zobaczysz różnicę, będziesz miał własną obserwację, co jest warte więcej niż cudza relacja. Jeśli nie zobaczysz, oszczędzisz pieniądze na urządzeniach, które obiecują więcej.

I jedna uwaga, która dotyczy całej tej dziedziny: ten temat w internecie rozrósł się daleko poza to, co było badane, i to jest dobry przykład mechanizmu, który opisałem osobno w tekście o bioenergoterapii i nauce. Zjawisko słabe, ale realne, obrasta twierdzeniami, których nikt nie sprawdził, a potem całość wygląda na bzdurę, choć rdzeń bzdurą nie jest.

Najczęstsze pytania

Czy elektrokultura naprawdę działa?

Rdzeń zjawiska tak, i jest opisany także we współczesnej literaturze. Twierdzeń o wielokrotnych plonach nie będę powtarzał, bo pochodzą z pojedynczych gospodarstw bez porównania. Dlatego namawiam na własną próbę w dwóch doniczkach: to jedyny dowód, którego nikt ci nie podważy i nikt na nim nie zarobi.

Czy to zostało zakazane?

Formalnego zakazu nie znam i nie będę go wymyślał. Zakaz nie jest do niczego potrzebny: wystarczy, że jedna droga ma za sobą kapitał i handlowców, a druga rolnika z dwoma prętami w ziemi. Tak się wygrywa rynek, bez jednego podpisu.

Czy mogę to zrobić w ogrodzie?

Pary metali w ziemi tak, bo to bezpieczne i tanie. Anten i konstrukcji wysokich nie polecam z powodu burz.

Jakie metale?

W opisach z epoki najczęściej miedź i cynk. Do doniczki wystarczy kawałek miedzianej rurki i ocynkowany gwóźdź.

Zacznij od dwóch doniczek

Jedna z prętami i drutem, druga bez. Podlewane tak samo, przez dwa miesiące.

Własna obserwacja jest warta więcej niż każda książka na ten temat, w tym ta, którą sprzedaję.

Wpisz co najmniej trzy litery.