W niedzielę po południu robi ci się ciężko, choć do poniedziałku zostało jeszcze kilkanaście godzin. W piątek wieczorem nie masz siły na nic, nawet na to, na co czekałeś cały tydzień. A urlop, z którego wracasz, kończy się po trzech dniach, jakby go nie było.
Mówisz sobie, że tak ma być, bo wszyscy tak mają. Może i wszyscy. To nie znaczy, że tak ma być.
Zwykłe zmęczenie a stan, w którym praca cię zjada
Zwykłe zmęczenie ma jedną cechę, po której da się je rozpoznać: mija po odpoczynku. Przespałeś, odespałeś, wyjechałeś na weekend, wracasz z zapasem.
Ten drugi stan nie mija. Śpisz osiem godzin i wstajesz tak samo pusty. Bierzesz dwa tygodnie wolnego i przez pierwszy tydzień nie potrafisz się nawet cieszyć, a przez drugi już myślisz o powrocie. To nie jest kwestia ilości snu, bo sen tu niczego nie naprawia.
Kilka rzeczy, które zwykle idą w parze:
- budzisz się przed budzikiem i od razu masz w głowie sprawy z pracy
- w niedzielę zaczynasz odczuwać poniedziałek
- przestały cię cieszyć rzeczy, które lubiłeś, i nie umiesz powiedzieć od kiedy
- masz coraz mniej cierpliwości do ludzi w domu, choć oni nic nie zrobili
- myślisz o konkretnej osobie z pracy w czasie, który należy do ciebie
- po rozmowie z tą osobą jesteś rozbity, choć rozmowa była zwyczajna
Jeden punkt to zły tydzień. Cztery utrzymujące się od miesięcy to już nie tydzień.
Nie zawsze chodzi o ilość pracy
To jest najczęstsze nieporozumienie w tym temacie i przez nie ludzie latami leczą nie ten problem.
Praca, w której robisz dużo, męczy. Praca, w której robisz dużo i widzisz z tego efekt, męczy i daje jednocześnie. Człowiek wraca z niej zmęczony, ale nie pusty, i to jest kluczowa różnica.
Drenuje coś innego. Drenuje sytuacja, w której:
- odpowiadasz za rzeczy, na które nie masz wpływu
- twoja praca znika, zanim ktokolwiek ją zauważy
- musisz codziennie udawać kogoś, kim nie jesteś
- jest jedna osoba, wokół której wszyscy chodzą na palcach
- każda dobra wiadomość jest natychmiast zamieniana w kolejne oczekiwanie
Możesz pracować sześć godzin dziennie i wracać wyprany. Możesz pracować dwanaście i wracać w porządku. To nie jest kwestia liczby godzin i dopóki liczysz godziny, nie znajdziesz przyczyny.
Rzecz, którą trzeba sprawdzić najpierw
Zanim zaczniesz cokolwiek zmieniać, sprawdź jedno: czy to naprawdę praca.
Przez dwa tygodnie zapisuj wieczorem jedno zdanie. Co dziś robiłeś, z kim rozmawiałeś, jak się czujesz teraz. Nie analizuj tego na bieżąco, po prostu zapisuj. Po dwóch tygodniach przeczytaj wszystko naraz.
Ludzie, którzy to zrobią, zwykle odkrywają jedną z dwóch rzeczy. Albo że ciężko jest równomiernie, każdego dnia, niezależnie od zadań, i wtedy problemem nie jest praca, tylko coś, co nosisz ze sobą wszędzie. Albo że ciężko jest punktowo, zawsze po tych samych dniach albo po kontakcie z tą samą osobą, i wtedy wiadomo, gdzie szukać.
Ta kartka odpowiada na pytanie, na które sama pamięć nie odpowie, bo pamięć wygładza i uśrednia.
Co da się zrobić, nie rzucając pracy z dnia na dzień
Większość poradników w tym temacie kończy się radą, żeby zmienić pracę. Przy kredycie i dwójce dzieci to jest rada dla kogoś innego.
Rzeczy wykonalne od jutra:
- odetnij kontakt służbowy po określonej godzinie i trzymaj tę godzinę przez dwa tygodnie bez wyjątku
- przestań sprawdzać wiadomości w łóżku, rano i wieczorem; to jedna zmiana, a odzyskuje dwie najgorsze godziny doby
- nie prowadź trudnych rozmów w piątek po południu, kiedy nie masz już rezerwy
- między pracą a domem wstaw cokolwiek fizycznego, choćby dwadzieścia minut spaceru; nie chodzi o zdrowie, chodzi o to, żeby przerwać ciąg
- jeśli jest jedna osoba, która cię wyczerpuje, przestań się przed nią tłumaczyć; uzasadnienie jest materiałem, którym ona pracuje
Żadna z tych rzeczy nie zmieni twojej pracy. Wszystkie razem zmieniają to, ile ta praca z ciebie bierze, a to jest zwykle różnica między „da się” a „nie da się”.
Kiedy zmiana pracy nic nie daje
Zdarza się, i to częściej, niż ludzie się spodziewają, że człowiek zmienia pracę na lepszą, po miesiącu oddycha, a po pół roku jest dokładnie w tym samym miejscu. Inne biurko, inne nazwisko szefa, ten sam ciężar.
Wtedy warto zadać sobie inne pytanie niż „gdzie pracować”. Jeśli ten stan idzie za tobą, to znaczy, że nie zostawiłeś go w starym biurze, bo go tam nie było.
To samo dotyczy sytuacji, w której odchodzisz od konkretnego człowieka, przestajesz go widywać, a mimo to nadal siedzi ci w głowie i nadal odbiera siłę. Trudna relacja przestaje ciążyć, kiedy się kończy. To, co zostało podpięte, zostaje niezależnie od tego, gdzie pracujesz.
Najczęstsze pytania
Skąd mam wiedzieć, czy to praca, czy coś we mnie?
Po tym, czy odpuszcza na urlopie. Jeżeli po tygodniu wolnego wraca ci siła, to jest praca. Jeżeli przez cały urlop jesteś tak samo pusty, to nie jest praca.
Czy to samo dotyczy pracy w domu i opieki nad kimś bliskim?
Tak, a bywa nawet wyraźniejsze, bo tam nie ma godziny, o której się kończy, i nie ma nikogo, kto tę pracę zauważy.
Czy oczyszczenie sprawi, że zacznę lubić swoją pracę?
Nie i nie taki jest jego cel. Zdejmuje ciężar, który utrudnia ci ruch. Co zrobisz z tą pracą, zostaje twoją decyzją i nikt jej za ciebie nie podejmie.
Robię to wszystko i nic się nie zmienia. Co dalej?
Wtedy zwykle nie chodzi już o organizację dnia, tylko o to, co nosisz. Od tego jest następny akapit.
Co dalej
Jeśli wypróbowałeś rzeczy z tego tekstu i nadal jest tak samo, albo od początku wiesz, że to nie jest kwestia godzin, sprawdź, co właściwie na tobie siedzi, zanim zaczniesz zmieniać życie dookoła.
Zacznij od analizy energetycznej z odczytem ze zdjęcia. To najtańsze wejście i kończy się konkretną odpowiedzią, a nie kolejnym pytaniem.
Jeśli wiesz już swoje, przejdź do oczyszczenia energetycznego.
A jeśli zastanawiasz się, czy to działa, kiedy dzieli nas kilkaset kilometrów, odpowiedź jest tutaj: dlaczego kilometry nie mają tu nic do rzeczy.
