Laleczka voodoo i dzu-dzu. Jak daleko to sięga i co robić, gdy się tego boisz

Ktoś ci powiedział, że tak się właśnie robi. Albo znalazłeś coś dziwnego pod wycieraczką. Albo po prostu leci ci wszystko nie tak i przypomniał ci się film, w którym ktoś wbijał igły w szmacianą figurkę.

Ten temat prawie zawsze zaczyna się od strachu. Rozłożę go na części i powiem, co jest prawdą, a co dokleiło kino.

Jak to się nazywa naprawdę

W popkulturze mówi się voodoo. W Afryce Zachodniej, skąd te praktyki pochodzą, używa się słowa dzu-dzu, zapisywanego też jako juju. Vodou z kolei to nazwa żywej religii, głównie na Haiti i w Luizjanie.

To są trzy różne rzeczy i mieszanie ich ze sobą jest źródłem większości nieporozumień w tym temacie.

Co pochodzi z kina, a co jest starsze

Konkretny obraz, czyli szmaciana figurka najeżona szpilkami, upowszechnił się w amerykańskiej popkulturze dwudziestego wieku. Ten rekwizyt jest filmowy i jeśli szukałeś w internecie instrukcji, trafiłeś na wersję z ekranu.

Ale sama praktyka pracowania na przedmiocie, który ma przedstawiać człowieka, jest znacznie starsza niż kino i występuje w wielu kulturach niezależnie od siebie. Wyrzucenie jej do szuflady z zabobonami byłoby wygodne i nieprawdziwe.

Osobno warto wiedzieć, że Vodou jako religia ma własny panteon, obrzędy i kapłanów, a krzywdzenie ludzi nie jest jej treścią. Prace szkodzące istnieją i są robione, ale są osobną sprawą, tak samo jak w każdej innej tradycji.

Czy laleczka voodoo działa

Działa i nie będę tego łagodził, choć wygodniej byłoby napisać, że to zabobon.

Wiem, jak daleko potrafi to zajść, bo sam tego doświadczyłem. Opowiem o tym za chwilę, ale najpierw rzecz ogólna. Praca robiona świadomie, z zamiarem i przez dłuższy czas, potrafi zablokować człowiekowi energię życiową w ciele. Nie piszę tego w przenośni. Zaczyna się od utraty sił, potem odchodzi chęć do czegokolwiek, a przy długim działaniu sprawa idzie dalej i w skrajnych przypadkach kończy się bardzo źle. W Afryce Zachodniej nikt nie traktuje tego jak folkloru i ma ku temu powody.

Trzeba przy tym rozdzielić dwie rzeczy, bo ich mylenie robi najwięcej zamieszania.

Figurka nie jest sprawcą. Jest kotwicą, punktem skupienia dla tego, kto pracuje. Sama, leżąca w cudzej szufladzie, jest kawałkiem materiału i nie ma własnych zamiarów.

Sprawcą jest człowiek: jego zamiar, skupienie i to, ile w to wkłada. Dlatego coś zrobionego w złości przez jeden wieczór rozchodzi się samo, a praca prowadzona tygodniami przez kogoś, kto wie, co robi, jest zupełnie inną sprawą. To jest dokładnie różnica między urokiem a klątwą i opisałem ją osobno w tekście o tym, czym różni się urok od klątwy.

Skąd to wiem

Opowiem część tej historii, bo bez niej wszystko powyżej jest tylko twierdzeniem.

Byłem w Afryce. Tam czarna magia nie jest ciekawostką ani atrakcją dla turystów, tylko naturalnym środowiskiem. Miejscowi szamani są w tym bardzo dobrzy. Wystarczająco dobrzy, żeby zrobić krzywdę, i jak się okazało, nie na tyle, żeby mnie zabić.

Siedziałem w resorcie, w barze mojego znajomego. Poczułem, że coś się zbliża. To jest dokładnie ten moment, o którym piszę ludziom w każdym tekście: ciało wie wcześniej niż głowa. Zbagatelizowałem to uczucie i ta chwila nieuwagi mogła mnie kosztować życie.

Atak dostało i ciało fizyczne, i energetyczne. Przyciągnął dziesięć cieni, które wyszarpały moją duszę z ciała.

Kiedy świadomość wróciła, byłem w miejscu, które trudno opisać słowami. Przestrzeń tak odczuwalna, że nie było w niej niczego. Ciała nie było, emocji nie było, czasu nie było. To po prostu nie istniało.

Kiedy wróciłem, moje ciało było poobijane, jakby ktoś mnie szarpał albo bił.

Trzy dni później byłem u takiego właśnie dzu-dzu. Jego reakcja była ciekawa. Szaman zbladł.

Na tym urwę, bo to jest tylko część tej historii. Piszę ją nie po to, żeby cię przestraszyć, tylko dla jednego zdania: poczułem, że coś idzie, i to zlekceważyłem. Jeśli masz zapamiętać z tego tekstu cokolwiek, zapamiętaj to.

Druga rzecz, która dzieje się równolegle

To, co napisałem wyżej, jest prawdą. Prawdą jest też to, że u większości ludzi, którzy piszą do mnie w tej sprawie, nikt niczego nie zrobił, a całą szkodę wyrządza samo przekonanie, że zrobił.

Wygląda to tak. Człowiek uwierzył i zaczyna widzieć potwierdzenia wszędzie. Spóźniony autobus staje się dowodem. Kłótnia w domu staje się dowodem. Gorszy tydzień w pracy staje się dowodem. Przestaje szukać zwykłych przyczyn, bo ma już jedno wyjaśnienie na wszystko.

Do tego dochodzi czujność utrzymywana miesiącami, a ona wyczerpuje nie mniej niż niejedno realne obciążenie.

Obie te rzeczy są prawdziwe naraz i dlatego pierwszym krokiem nigdy nie jest panika, tylko ustalenie, z którą z nich masz do czynienia.

Co zrobić, jeśli się tego boisz

Trzy rzeczy, po kolei, wszystkie darmowe.

Ustal, od kiedy

Napisz na kartce konkretną datę albo tydzień, w którym się zaczęło. Nie „od jakiegoś czasu”. Obok wypisz, co jeszcze zmieniło się w tamtym okresie: praca, przeprowadzka, czyjeś odejście, nowa osoba w otoczeniu. Bardzo często odpowiedź widać od razu, gdy obie listy leżą obok siebie.

Jeśli druga lista jest pusta, a pierwsza ma konkretną datę i konkretne wydarzenie, to jest moment, w którym warto to sprawdzić u kogoś.

Nie typuj winnego

To jest największa szkoda, jaką ten temat wyrządza po drodze. Człowiek wybiera sobie sąsiadkę albo szwagierkę, buduje wokół tego całą historię i rozwala relację, która nie miała z niczym wspólnego. Nawet gdy coś rzeczywiście jest, ustalenie autora rzadko bywa możliwe i nie jest potrzebne, żeby to zdjąć.

Jeśli coś znalazłeś, wyrzuć to bez ceremonii

Bez palenia, bez zakopywania o północy, bez rytuału. Wyrzuć i umyj ręce. Robienie z tego uroczystości nadaje przedmiotowi znaczenie, którego sam z siebie nie ma, i utrwala go w twojej głowie na kolejne miesiące.

Dlaczego nie odpłacać

Nie zrobię tego nikomu i nikomu w tym nie pomogę. Powiem też, dlaczego to zwyczajnie nie ma sensu.

Żeby odesłać coś komuś, trzeba utrzymywać z tą osobą połączenie i codziennie o niej myśleć. Czyli robisz dokładnie odwrotnie, niż chcesz: zamiast się odciąć, przywiązujesz się mocniej, na własne życzenie.

Człowiek, który przez pół roku planuje odwet, oddał tamtej osobie pół roku swojego życia. Ona o tym nie wie i nic jej to nie kosztuje.

Najczęstsze pytania

Znalazłem dziwny przedmiot pod drzwiami. Co to znaczy?

W większości przypadków nic. Dzieci, wiatr, sąsiad, kurier. Zanim zbudujesz wokół tego historię, sprawdź, czy nie ma najprostszego wyjaśnienia, bo zwykle jest.

Czy zdjęcie może zostać użyte przeciwko mnie?

Zdjęcie jest punktem skupienia uwagi, tak samo jak imię. Działa w obie strony, dokładnie na tej samej zasadzie używa się go przy pracy, która ma komuś pomóc.

Czy da się to zdjąć samemu?

Uroki bardzo często tak i od tego warto zacząć, bo nic nie kosztuje. Zamknięcie otwartego kanału opisałem w tekście o tym, jak odciąć się od kogoś, kto cię wyczerpuje. Przy rzeczach prowadzonych świadomie i długo sama praca w domu zwykle nie wystarcza.

Ktoś oferuje mi odczynienie i mówi, że sprawa jest pilna. Co robić?

Odłóż to o tydzień. Jeśli po tygodniu ta sama osoba nadal twierdzi, że pilne, i nadal nie potrafi wytłumaczyć, co konkretnie zamierza zrobić, masz odpowiedź. Rozpisałem to szerzej w tekście o tym, po czym poznać, że ktoś w tej branży cię naciąga.

Kiedy to sprawdzić

Jeśli przeszedłeś powyższe kroki, wykluczyłeś zwykłe przyczyny, a mimo to coś się nie zgadza i ciągnie miesiącami, dalsze zgadywanie w domu przestaje mieć sens.

Od tego jest analiza energetyczna z odczytem ze zdjęcia. Kosztuje 48 zł i kończy się konkretną odpowiedzią, co widzę, także wtedy, gdy odpowiedź brzmi, że nie ma tam nic. Dla wielu osób właśnie ta druga wersja jest najcenniejsza, bo zdejmuje strach, który trzymał ich miesiącami.

Jeśli okaże się, że jest co zdejmować, dalej jest oczyszczenie energetyczne.

Wpisz co najmniej trzy litery.